Bo klątwą “to” i przekleństwem bywa

“W chorych rozmowach oczy patrzą, gdzie indziej patrzą tylko, gdzie by się schować…”

Życie to surfing…

Wakacje niestety na finiszu, na zewnątrz się znacznie ochłodziło. Nie zastanawia mnie zawiłość świata, ani nawet wieści z sąsiedztwa. Interesuje mnie tylko to co dotyczy mnie bezpośrednio. Dlatego czas się wałkoni, a wszystko się uspokoiło. Takie życie mi odpowiada. Nie muszę się o nic martwić, czy od tak myśleć o kimś całymi dniami. Mogę, ale nie muszę. Nic nie muszę. Pełna wolność obyczajów, umysłu i ciała.

Ostatnio często myślami powracam myślami do beztroskiego dzieciństwa, gdzie wszystko było takie proste, bezproblemowe, a myśli nie były spowite w przemyślenia o zawiłej konstrukcji kobiet. Kupa piachu, łopatka i wiaderko wystarczały to godzin dobrej zabawy i ćwiczenia wyobraźni. Koledzy zawsze mieli czas i bawiliśmy się razem. Czasem byli złośliwi i niemili, ale nie przeszkadzało mi to. Zabierałem swoje zabawki i ze spuszczoną głową wracałem do domu. Jednak zawsze następnego dnia powracałem, bo jako dzieci nie rozdmuchiwaliśmy czegoś takiego. Solidarnie i razem, na jednym podwórku ustawialiśmy kolejną błotną wieżę.

Później czasy stawały się coraz bardziej szalone. Koniec podstawówki. Kilku momentów utkwiło w mojej pamięci. Przyjazdu pogotowia, po koleżankę z wbitym ołówkiem w ramie, dokładnie w miejscu, po szczepionce. Drzwi w toalecie, wyjętych z framugi, które spadły na woźną – to była dopiero afera, dyrektor zwołał uczniów wszystkich klas i spytał otwarcie, kto próbował zabić woźną. Nauczycieli wyjętych prosto z komuny – gawaritie pa ruski? patrisz w knigu, widisz figu. Nauczycielka rosyjskiego, pełniąca rolę naszej wychowawczyni stała na czele sfrustrowanej części grona pedagogicznego. Niejednokrotnie próbowała nam uświadomić, że jesteśmy debilami bez wychowania. Czasami mijało na tym także jakieś 35 minut czasu, który miał być poświęcony na naukę języka. Wtedy dostawało nam się także za to, że musiała na omówienie naszej głupoty zmarnować lekcję, która mogłaby być pożyteczna. Nie można nie wspomnieć o godzinie wychowawczej, na której byliśmy uświadamiani co znaczą pewne słowa. Kolega wymienił typowe dla podstawówki obelgi z koleżanką na kartce, którą przejęła nauczycielka. Było tam m.in. : “kurwa, pedałka, suka, pojebana dziwka”*. Zaś w drugą stronę “pedał, zbok, debli, dałn”*. Dlatego też, aby nas odpowiednio wychować trzeba było przeczytać nam definicję słowa gej, kurtyzana (moje ulubione określenie na takie panie to córa Koryntu xD), osoba upośledzona. Wychowania fizycznego i religii uczył nas jeden nauczyciel. Cóż za wszechstronna kadra. Dlatego właśnie kiedy strasznie narzekaliśmy na ewangelię św. Łukasza to graliśmy w rugby na boisku, albo w ping ponga, na złożonych ławkach. Na końcu, było założenie, że u nas w klasie poza debilami, raczej nie ma nikogo, kto mógłby pretendować do miana, któregokolwiek z użytych określeń. Uwagi w dzienniku też były zabawne: “Błażej zderza koleżanki głowami”*, czy “Jacek razi przypadkowych uczniów prądem”*. Po szkole też było ciekawie. Próbowaliśmy uruchomić zepsutego Rometa, majstrując w nim i pchając go przez wiele kilometrów, graliśmy na komputerze u kolegi. Jaki wtedy to był szpan posiadać komputer. Naszą zabawą było też (choć dziś już tego nie zrozumiem czemu) wystawianie ściętej brzózki na jezdnię, uciekanie w krzaki i czekanie aż ktoś nadjedzie samochodem i będzie kombinował co zrobić. Albo przejeżdżali, albo zdejmowali z drogi i przejeżdżali. Raz jechał autobus, którym jeździliśmy do szkoły. Była nas szóstka, ale to ja spanikowałem i złapał mnie kierowca, który szukał winnego. Jedna z bardziej żenujących historii. Później, gdy wsiadałem do autobusu krzyczał na mnie i pytał czy w Leppera się bawie. Dorośli dziwnie się patrzyli, bo nie wiedzieli o co chodzi. Nakazał mi za karę jeździć tydzień rowerem. Cóż za życie.

Następnie były czasy gimnazjum. Punkt kulminacyjny. Dorastanie i te niepokoje związane z burzą hormonów, pragnieniem dorosłości i zauważaniem walorów dziewczyn. Okres prób i błędów. Druga klasa była początkiem testowania organizmu. Czy, a właściwie na ile odporny jest na alkohol? Nalewkę “Git” piliśmy po szkole. Stawiał ten który miał najgorszy wynik w rzucie dwiema kostkami. Wódka przed zajęciami W-Fu w zimę z okazji moich urodzin. Kulturalnie, w dwóch kieliszkach i z grzybkami w occie. Co weekend towarzyszyliśmy w trzech koledze, który jeździł do swojej dziewczyny i piliśmy tam duże ilości alkoholu. Głównie piwa i wódki. Bo jak później nam wyznał – “na trzeźwo to jej nie kocham”. A jednak są razem do dzisiaj i wyglądają na szczęśliwych. Dwa razy strasznie się poździerałem wracając. Ogniska i grille różnej maści. Moim jak i zresztą wszystkich celem, było udowodnienie jak wiele organizm może znieść. A potrafił i 700 ml alkoholu 40%. Trudno było panować nad sobą wtedy i różnie się zachowywałem po takich ilościach. Koledzy eksperymentowali. Głównie klej i torebki, ale także palili marihuanę, jedli grzybki halucynogenne, wciągali amfetaminę, testowali LSD.  Wódka towarzyszyła nawet na wyjeździe na targi szkół ponadgimnazjalnych. 5 butelek wódki i jedna przed wyjazdem. Ja nie pojechałem. Nie chciałem nawalić się przy nauczycielach. Wtedy zacząłem się bać, że mam z tym jakiś problem. Wypiłem kilka łyków z gwinta przy jedynym kinie w tym mieście. Utrzymywała się temperatura  -12*C, a ja po odstawieniu butelki od ust podsumowałem - ”ahhhh, dobre!”, co nagrał kolega kamerą w telefonie. Mam z tego pamiątkę do dziś.

Czasy liceum to moment uspokojenia. Im bliżej do bycia dorosłym, tym poważniej człowiek myślał. Gimnazjum to był istny slums – typów z pod ciemnej gwiazdy, nie brakowało. W liceum poziom nauki zmienił się radykalnie. Nikt nadal nie przykładał się zanadto, jednak oceny pogorszyły się. Poza kilkoma gorszymi dniami nauczyciele profesjonalnie podchodzili do nauczania. Zdarzało się, że niewiadomo czemu stawałem się tym złym, ale cóż i tak miło wspominam te czasy. W tych czasach zacząłem przeżywać swoje pierwsze miłostki i zakochania. W związku z tym, że te doświadczenia przyszły dosyć późno, byłem odrobine do tyłu. Wychowano mnie w ten sposób, że traktowałem (zresztą do tej pory to traktuje) nieco nazbyt szlachetnie. Każdy “związek” traktowałem śmiertelnie poważnie, co sprawiło, że przez większość szkoły najważniejsze było dla mnie życie osobiste i jemu poświęcałem uwagę. Zarówno wtedy, gdy byłem obłędnie zakochany, jak i wtedy, gdy po miłosnej porażce przejmowałem się, zamykałem się w sobie i rozpaczałem. Powracając jednak do tematy szkoły. Wszyscy nastawiali nas do solidnego przygotowania się do matury. Część słuchała, część nie. Ale i tak podobnie to wszystkim wyszło.

Obecnie jestem tuż przed rozpoczęciem pierwszego semestru nauki na Uniwersytecie Łódzkim. Jestem singlem, a w sprawach sercowych to będzie raczej dłuższa przerwa. Dobrze sobie dać trochę czasu, sprecyzować oczekiwania i jeszcze raz przemyśleć to czego się tak naprawdę oczekuje. Póki co mam podejście iście dekadenckie. Jest mi z tym dobrze. Kilka osób z którymi mogę konsultować moje przemyślenia daje mi siłę. Te wszystkie wspomnienia, przywołałem po to, aby pokazać, że z czasem w życiu przybywa trosk, a sposób myślenia wciąż ewoluuje. Niczego w życiu nie żałuje, mimo, że pełne jest przykrych rozczarowań. Jednak każde nowe doświadczenie staram się traktować w kategorii lekcji. Bardzo pouczającej. Może nigdy tego tak otwarcie nie mówiłem, ale wszystkim z którymi miałem kontakt lub/i mam teraz serdecznie chciałbym podziękować. Każdy dzień był warty tego co się działo.

Niestety całego świata nie uszczęśliwie. Nie mogę zmieniać się na potrzeby poszczególnych osób. Czasami zdarzało mi się nie do końca być sobą, bo wydawało mi się, że to innym pomoże. Jednak lepiej pozostać sobą, wraz ze swoimi wadami i dziwnostkami. 

A teraz tradycyjnie już odrobinę muzyki. Na pierwszy ogień pójdzie piosenka Under the Bridge zespołu Red Hot Chili Peppers. Towarzyszy mi z kilku powodów. Pierwszy – ubóstwiam gitarowy warsztat Johna Frusciante. To jeden z moich gitarowych idoli. Po drugie – w ostatnich dniach tekst jakoś mi przypasował i szczerze mówiąc pociesza mnie. Wersja iTunes ma w sobie tyle serca.

Red Hot Chili Peppers – Under the Bridge (http://pl.youtube.com/watch?v=vQOYCXKfpt4)

Sometimes I feel
Like I don’t have a partner
Sometimes I feel
Like my only friend
Is the city I live in
The city of angels
Lonely as I am
Together we cry

I drive on her streets
‘Cause she’s my companion
I walk through her hills
‘Cause she knows who I am
She sees my good deeds
And she kisses me windy
I never worry
Now that is a lie
I don’t ever want to feel
Like I did that day
Take me to the place I love
Take me all the way

It’s hard to believe
That there’s nobody out there
It’s hard to believe
That I’m all alone
At least I have her love
The city she loves me
Lonely as I am
Together we cry

I don’t ever want to feel
Like I did that day
Take me to the place I love
Take me all that way

Under the bridge downtown
Is where I drew some blood
Under the bridge downtown
I could not get enough
Under the bridge downtown
Forgot about my love
Under the bridge downtown
I gave my life away

Kolejna piosenka to klasyk… Pearl Jam. Piosenka Do the Evolution jest to głównie odniesienie do świata polityki, jak i dla krótkowzroczności całego rodzaju ludzkiego. Potępia także hipokryzje chrześcijan (jeśli dobrze interpretuje) Zarówno tekst jak i świetnie zrealizowany teledysk mnie zniewala. 

 

Pearl Jam – Do the Evolution (http://pl.youtube.com/watch?v=3C9CH3q9PLI)

Woo..
I’m ahead, I’m a man
I’m the first mammal to wear pants, yeah

I’m at peace with my lust
I can kill ’cause in God I trust, yeah
It’s evolution, baby
I’m at piece, I’m the man
Buying stocks on the day of the crash
On the loose, I’m a truck
All the rolling hills, I’ll flatten ‘em out, yeah
It’s herd behavior, uh huh
It’s evolution, baby

Admire me, admire my home
Admire my son, he’s my clone
Yeah, yeah, yeah, yeah
This land is mine, this land is free

I’ll do what I want but irresponsibly
It’s evolution, baby

 

I’m a thief, I’m a liar
There’s my church, I sing in the choir:
(hallelujah, hallelujah)

Admire me, admire my home
Admire my son, admire my clones
‘Cause we know, appetite for a nightly feast
Those ignorant Indians got nothin’ on me
Nothin’, why?
Because… it’s evolution, baby!
I am ahead, I am advanced
I am the first mammal to make plans, yeah
I crawled the earth, but now I’m higher
2010, watch it go to fire
It’s evolution, baby
Do the evolution
Come on, come on, come on

Dwie piosenki wspaniałego zespołu Myslovitz. Słucham ich ostatnio dość często. Pierwsza – Chciałbym umrzeć z miłości szczególnie przypadła mi do gustu. Jest to ukazanie romantycznej miłości, w którą ja wierzę. Świetny klimat, wspaniały tekst. Słucham by nie oszaleć.

 

Myslovitz – Chciałbym umrzeć z miłości (http://pl.youtube.com/watch?v=soXFm1WL5Sg)

Świat wypadł mi z moich rąk
Jakoś tak nie jest mi nawet żal
Czy ty wiesz jak chciałbyś żyć, bo ja też
Chyba tak chciałem przez cały czas, lecz

Jeśli muszę i wybrać będę mógł jak odejść
To przecież dobrze, dobrze o tym wiem
Chciałbym umrzeć przy tobie

Wieje wiatr, pachnie wiosną i wiem
Że ty łatwo tak zgodziłaś na to się i

Jeśli muszę i wybrać będę mógł jak odejść
To przecież dobrze, dobrze o tym wiem
Chciałbym umrzeć przy tobie

Jeśli kiedyś wybrać będę mógł jak to zrobić
To przecież dobrze, dobrze o tym wiem
Chciałbym umrzeć z miłości

Nie na krześle, nie we śnie
Nie w spokoju i nie w dzień
Nie chcę łatwo, nie za sto lat
Chciałbym umrzeć z miłości

Nie bez bólu i nie w domu
Nie chcę szybko i nie chcę młodo
Nie szczęśliwie i wśród bliskich
Chciałbym umrzeć z miłości

Kolejna piosenka, to Życie to surfing. Piosenka ta zawiera morał, który chciałem też ująć w mojej notce, dlatego też ma taki tytuł:

 

Myslovitz – Życie to surfing (http://pl.youtube.com/watch?v=b96v4Imod3k)

Zmęczona noc, wymięta biel,
i słońce choć blade, tak pali mnie…
ktos wygrał wyścig, ktoś złamał się
wygodniej nie wiedzieć jak naprawdę jest
Wstawaj! Życie to surfing, więc nie bój się fal
Wstawaj! Życie to surfing, więc nie bój się fal

Powoli zmywam z siebie lęk,
nawilżam twarz szczęściem, odstawiam zgiełk…
I już w objęciach nowego dnia,
zamieniam wstyd w dumę, podnoszę się…

Wstawaj! Życie to surfing, więc nie bój się fal
Wstawaj! Życie to surfing, więc nie bój się fal

 

 

Na koniec coś dla tych, którzy od września poszli do szkoły – absolutny klasyk – Pink Floyd

Pink Floyd – Another Brick in the Wall (http://pl.youtube.com/watch?v=M_bvT-DGcWw)

We don’t need no education.
We don’t need no thought control.
No dark sarcasm in the classroom.
Teacher, leave those kids alone.
Hey, Teacher, leave those kids alone!
All in all it’s just another brick in the wall.
All in all you’re just another brick in the wall.

We don’t need no education.
We don’t need no thought control.
No dark sarcasm in the classroom.
Teachers, leave those kids alone.
Hey, Teacher, leave us kids alone
All in all you’re just another brick in the wall.
All in all you’re just another brick in the wall.

wrzesień 17, 2008 Opublikował/a robertvellopez | Uncategorized | , , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Powrót gbura

Poczułem, że dziś to odpowiedni moment. Emocje odrobine opadły, a pewne konstatacje same suną się na usta. Zawsze przeskadzały mi skrajne uczucia w nazywaniu rzeczywistości po imieniu. Bo ona dla mnie zwyczajnie nie istniała. Błoga radość i uczucie szczęścia nie ujarzmione. Później już czarna dziura w którą nie chcąc popaść kompletnie upajałem się alkoholem różnej maści. Najlepiej jednak działało to do czego czuje wstręt – wódka. Schłodzona, w plastikowych kubkach. W miejscach przypominających czeluści piekieł – na tyłach dyskontu spożywczego Biedronka, przy starym Mini-Bazarze, gdzie kiedyś handlowali mętni Rosjanie. Te miejsca w dzień muszą wyglądać jeszcze gorzej, chociaż trudno to sobie wyobrazić. A to wszystko po to by nie wyciągać wniosków zbyt wcześnie. W pomieszaniu zmysłów. Wolałem przeczekać ten moment. A że po alkoholu trudno mi myśleć, a już tym bardziej w konstruktywny sposób, odwlekałem dzięki temu czas spostrzeżeń, podsumowań, etc. Nie wtajemniczyłem Cię jeszcze mój PP* w przyczyny. W zależności przyczynowo-skutkowej, wole zdecydowanie to drugie. To tak jakby czytać książkę Coelho, ale tylko ten fragment, gdzie wielce mądry staruszek umieszcza morał życiowy. Trochę bez sensu, ale czasu się nie traci na rzeczy zbędne. Problemem mężczyzny poszukującego czegoś więcej niż przygodnych wrażeń jest jak zwykle kobieta. W zasadzie wnikanie w historie proste jak życie w brazylijskich telenowelach jest zupełnie zbędne. Co mnie najbardziej uderzyło? Mówienie i odwoływanie słowa ”Kocham”. Zwrot taki jak chociażby “przepraszam” (choć dla mnie bardzo istotny) do pięt nie dorasta temu pierwszemu, a jednak przeprosin nie odwołuje się. Słowa “pomyliłam się” to jak gwoździe do trumny żywego człowieka wbijane przez jakiegoś łamagę i raniące na wskroś. A już nieznośnie ostentacyjny orgazm żałości z powodu innego zabił mnie. Tylko nie wiedziałem czy na śmierć.

“…Tego dnia czystość została pogrzebana,
Razem z nią legł wstyd…
Tego dnia upadł duch,

Wygieła się do wewnątrz
Bezpowrtonie elipsa ma…”  ***


Ach, mój PP, czemu moje życie to groteska? Mam wrażenie, że to wciąż piętno wygnania z Raju**. Pierwsza kobieta już taka była. Ciekawa zdrady Boga i spróbowania tego co zakazane. Szatan nie musiał mieć gadany i wystarczyło, że był obleśnym wężem, a ta i tak go posłuchała. Na dodatek wykorzystała zaufanie jakim dażył ją Adam. Zrobiłby dla niej wszystko, nawet zlekceważyłby Boga na jedno jej skinienie. A ona wcisneła mu to przeklęte jabłko.

PP, powiedz mi co jest tak magicznego w tych stworzeniach, że wciąż fascynują, pociągają, sprawaiają, że trudno myśleć o czym innym, dają iskrę szczęścia, a później płomienie trawią duszę, bo w pojedynkę trudno je ugasić. Kolejny raz wszedłem do jeziora, kolejny raz zabrnąłem tam, gdzie nawet palcami u stóp nie dotykam dna, obejrzałem się i zdziwienie mi odebrało ostatni oddech. Nikogo tam nie było, a przecież nie umiem pływać. Nikt nie zdołał usłyszeć mojego wołania o pomoc.

Fell in love with a girl
fell in love once and almost completely
she’s in love with the world
but sometimes these feelings
can be so misleading
she turns and says are you alright?
I said I must be fine cause my heart’s still beating
come and kiss me by the riverside,
Bobby says it’s fine he don’t consider it cheating

Red hair with a curl
mellow roll for the flavor
and the eyes were peeping
can’t keep away from the girl
these two sides of my brain
need to have a meeting
can’t think of anything to do
my left brain knows that
all love is fleeting
she’s just looking for something new
and I said it once before
but it bears repeating

Can’t think of anything to do
my left brain knows that
all love is fleeting
she’s just looking for something new
and I said it once before
but it bears repeating

Fell in love with a girl
fell in love once and almost completely
she’s in love with the world
but sometimes these feelings
can be so misleading
she turns and says are you alright?
I said I must be fine cause my heart’s still beating
come and kiss me by the riverside,
bobby says it’s fine he don’t consider it cheating

Can’t think of anything to do
my left brain knows that
all love is fleeting
she’s just looking for something new
and I said it once before
but it bears repeating ****

Teraz w znaczeniu ścisłym siedzę w slipach, a ciepło komputera ogrzewa mi uda. Spoglądam na zegarek. Kiedy usiadłem dziś, aby przejrzeć co ciekawego dzieje się w wirtualnym świecie, zauważyłem komentarz pod jednym z moich wpisów opatrzony dzisiejszą datą i godziną 2:38. O tej godzinie siedziałem na ławce kilka kilometów od domu wpatrując się w świecący się szyld “Obuwie”. Patrzyłem na tyle intensywnie, że przypadkowy nocny Marek, mógłby pomyśleć, że popadłem w jakieś zafascynowanie tym otóż malutkim butikiem. Nic podobnego. Patrzyłem, nawet rozumiałem na co, ale myślami wybiegłem na tyle daleko, że to co miałem przed oczami nie miało dla mnie najmniejszego znaczenia. Nagły podmuch wiatru*****, wstrząsnął mną i sprawił, że stało mi się przeraźliwie zimno. Uświadomiłem sobie, że dzika zieleń moich oczu znów na długo zniknęła i znów stały się one rozpaczliwie piwne.

Jest między nami gra
Gra jak świat stara
Jest w głowie dziki szum,
Czuły punkt na falach
Po ulicach snów biegnie nas spora zgraja
Po tych ulicach ze snów wszędzie słychać nasz bluzg
Tacy nikczemni i źli widzimy się na ekranach
Gęb zakazanych sznur
Nie wypada się bać
Dookoła miłość się skorumpowała
Dookoła świat jak pierworodny grzech
Nie zdążysz nawet dobrze się przeżegnać
My nie mówimy żegnaj koniec cześć
Bo po co?
Sny wirtualnych chłopców
Jak u młodych chłopców

Jest między nami gra
Którą gra się w parach
Kiedy w jedną z wielu dziur
Trafia ptak z zegara
Z naszych tajnych baz naloty dywanowe,
Dwie wieże z klocków znów nam padają do stóp
Wszystkie te wścibskie psy, te straże ogniowe
Defenestrują się z okien komend na bruk
Dookoła miłość się skorumpowała
Dookoła świat jak pierworodny grzech
Nie zdążysz nawet dobrze się przeżegnać
My nie mówimy żegnaj koniec cześć
Bo po co?  ******

* PP – Publiczny Pamiętnik
** Nie mylić z Raichu
*** Hey – Ho www.youtube.com/watch?v=QDpMFR_f0pM
**** The White Stripes – Fell in Love with a Girl www.youtube.com/watch?v=XRDi67G0Siw
***** Co zwiastuje wiatr zmian? (Nie, to nie jest VaBank xD)
****** Pidżama Porno – Wirtualni chłopcy http://narvana94.wrzuta.pl/audio/u8A1RDTZrG/6._wirtualni_chlopcy

sierpień 28, 2008 Opublikował/a robertvellopez | Uncategorized | , , , , , , , , , , , , , , , , , | Nie ma jeszcze komentarzy

Analiza…

Ostatnio dosyć przypadkowo natknąłem się na stronę z pewnym testem. Nic mnie wtedy nie zajmowało, więc postanowiłem rozwiązać. Gdy spojrzałem w klucz rozwiązań i czemu ono odpowiada po części byłem zaskoczony, a po części smutny z powodu tego, że większość się zgadza.

Analiza według: http://www.enneagram.pl/www/test/index.php

Czwórka ze skrzydłem pieć: 4w5 – “Włóczęga”

Skrzydło 5, daje czwórce introwertyczne zachowanie, odsuwanie się od innych, złożoną osobowość. Ta czwórka może być intelektualistką ale posiada wyjątkową głębię uczuć. Jest otwarta naduchowe i estetycznie doznania. Znajduje wiele znaczeń dla prawie wszystkich zdarzeń. Może posiadać silną potrzebę i umiejętność aby realizować się artystycznie. Samotnik, wygląda tajemniczo i jest trudna do “rozszyfrowania”. Do świata zewnętrznego podchodzi z rezerwą, ale wewnętrznie bardzo go przeżywa. Gdy się w końcu otwiera, to bardzo gwałtownie i całkowicie, bez żadnych oporów.
W stresie, 4w5 bardzo łatwo popada w alienację i depresję. Wiele czwórek z tym skrzydłem ma odczucie zupełnej inności, jakbypochodziły z innej planety. Narzeka na swój obecny los, wspominai przeżywa wiele razy zdarzenia z przeszłości. Dość często ma posępne oblicze, odsuwa się od innych z uczuciem zawiedzenia lub poczuciemwstydu. Żyje we własnym świecie bólu i straty. Może mieć bardzo chorą duszę, wyobrażać sobie i interesować się własną śmiercią.

Słynne czwórki ze skrzydłem pięć: Vincent van Gogh,Kurt Cobain, Edgar Allan Poe, Johnny Depp, Bob Dylan, Ingmar Bergman.

Czwórka w miłości

  • pamiętaj, że czwórka zawsze czuje, że czegoś jej brak, a inni to mają.
  • licz się ze skomplikowanym związkiem. Nic nie jest proste. Ważniejsze w związku jest głębokie uczucie, a nie zabawa
  • zawsze jest dobra pora na pokazanie się.Odpowiedni nastrój, maniery, luksus i dobry smak to są podstawy udanego związku
  • dla czwórki dążenie do czegoś jest ważniejsze niż szczęście. Miłość ma wiele warstw i przechodzi przez wiele faz w związku. Faza rozstania jest wyjątkowo długa
  • chętnie wpomina o swoich poprzednich miłościach. Słabo skupia uwagę na obecnych możliwościach
  • skupia się chętnie na twoich negatywnych odczuciach, gdy pojawiają się pozytywne, obserwuje je z bezpiecznego dystansu

Czwórka w pracy

  • musi odczywać, że jest respektowana przez innych za własne pomysły i wizje
  • skuteczność pracy jest powiązana z nastrojem. Ma problem ze skupieniem się na pracy gdy emocjonalne życie bierze górę
  • przywiązuje się do autorytetu, który reprezentuje sobą odpowiednią wartość a nie popularność
  • agresywna wobec konkurentów, zaprzyjaźnia się z osobami z poza własnego kręgu zainteresowań
  • nie lubi pracować z osobami, które są bardziej utalentowane, wyżej cenione i lepiej opłacane


czerwiec 5, 2008 Opublikował/a robertvellopez | Uncategorized | , , , , , , , | 2 komentarzy

Przed snem…

Nie będę szlochał. To będzie ciche, niedostrzegalne. Kilka łez spływa powoli po policzkach, padają i zatapiają się w puszystej poduszce. To nie było zamierzone. Spontanicznie, w wyniku braku zapachu kobiety. Z myślą brakuje mi tu kogoś. Daleko…

Hey – Ho

Tego dnia
Czystość została pogrzebana
Razem z nią legł wstyd
Tego dnia
Upadł duch
Wygieła się do wewnątrz
Bezpowrotnie elipsa ma
Wczoraj
Zdołałam wrócić do łona matki
Pamięć wraca dziś
Co w niej jest
Czego nie mam ja
Pełnia człowieczeństwa
Wiele kosztuje mnie
Obrastam w siłę
Bronię się
Nie złoszczę się…

Coma – Wrony
Zamknąłem drzwi i okna
straciłem wzrok i mowę
zgasiłem ogień w moim domu
w posłaniach wrzeszczą wrony
zmrożone szronem drogi

nikogo nigdy już nie spotkam…
Pomiędzy mną a bogiem
pomiędzy mną a światem
pomiędzy wszystkim rośnie noc
zasiałem wiatr za oknem
wychodzę zawstydzony
sam w mrok wychodzę zbierać plon

nim zamienię się w kamień
rozrzucę na wiatr
moje listy z wierszami
moją wiarę i czas
nim zamienię się w kamień
wykrzyczę do gwiazd
że nikogo z nas nie minie…

Nie próbuj do mnie dzwonić
nie próbuj szukać drogi
spaliłem wszystkie fotografie
horyzont tonie w mroku
nadchodzi piękny koniec…
Zabrakło słów zabrakło znaczeń

na pewno będzie wojna
na pewno coś się stanie
niepokój rośnie w moich snach
zwycięży paranoja
zabierze całą wiarę
jak mam ocalić się od zła

nim zamienię się w kamień
rozrzucę na wiatr
moje listy z wierszami
moją wiarę i czas
nim zamienię się w kamień
wykrzyczę do gwiazd
że nikogo z nas nie minie…
…strach

maj 17, 2008 Opublikował/a robertvellopez | Uncategorized | , , , | Nie ma jeszcze komentarzy

Tak jakby nic, nakrywasz obrusem stół

Tydzień niebytu na blogu. Dałem sobie dłuższą chwilę na zebranie myśli. W piątek zakończyłem edukację na poziomie średnim. Wraz ze znajomymi ze szkolnej ławy hucznie to uczciliśmy. Nasuwa mi się pytanie – czy ja nie zrobiłem tego nazbyt hucznie. Tak, tak. Powrót był dziwaczny i niewiedziałem co się działo, ale nawet mi nie wstyd. Poprostu podtrzymałem chorą tradycję tego kraju zalewania się w trupa. Niewiem. Może chciałem wszystkim coś udowodnić? Coś czego sam nie potrafie określić. Jednak analizując wnikliwie podejrzewam, że tkwi we mnie głębokie, niezaspokojone pragnienie akceptacji wśród grupy.

Jak zwykle wieczorami nie mam co robić. Taki jakiś nawyk we mnie pozostał. Jeszcze z tych czasów, gdy te długie, bezkresne wieczory nie były nudne. Przepełnione słodyczą. Gwiazdy się do mnie uśmiechały, a granatowe niebo wydawało się przyjaźniejsze. Od tak. Teraz pozostała mi muzyka. Posłuchajcie ze mną i dziś:

A perfect circle – blue

“Close my eyes just to look at you
Taken by the seamless vision
And I close my eyes
Ignore the smoke
Ignore the smoke
Ignore the smoke

Call it aftermath
She’s turning blue
Such a lovely color for you
Call it aftermath
She’s turning blue
While I just sit and stare at you

Nie uwierzycie… Zamykam oczy i faktycznie widze…

Teraz próbuje skupić się na przygotowaniach do egzaminu maturalnego. Egzaminu dojrzałości. Mam szczerą nadzieję, że uda mi się zdać. Później miałbym czas na odpoczynek. Na zajęcie się tym co sprawia mi radość, polepszaniu umiejętności, nabieraniu wprawy. Posłuchajcie tylko:

Korozja – Ostatni dzień

Szukajcie czasu, nie mnie,
Jestem tylko jego częścią
Jakby to był ostatni dzień…
Szukajcie wolności, nie mnie,
Jestem tylko jej częścią,
Jakby to był ostatni dzień…
Jakbym umiał odpowiedzieć
na echo Twych słów…
Szukajcie następnego dnia, nie mnie,
Lecz pozwólcie mi być jego częścią,
Jakbym mógł znieść… Twoją nienawiść,
Jakbym… Mógł ją znieść,
Chce odnaleźć siebie…
Choć nie jestem siebie częścią,
Jakby to był ostatni dzień…
Jakbym wiedział, że nie ma dla nas żadnych szans…

Pozostawiam Was z tym na dzisiaj. Po odwiedzinach licznych myśle, że jednak ktoś to czasami czyta. Mam nadzieje, że to miła lektura. Pozdrawiam

kwiecień 29, 2008 Opublikował/a robertvellopez | Uncategorized | , , , , , , | Nie ma jeszcze komentarzy

Uwaga… To miłość… Uwaga… To nienawiść…

Ekstremalnie późno jak na moje zmęczone oczy, ręce opadają. Powoli klimat staje się psychodeliczny, odrobine ponury. Nie nadaje się do niczego. Tyle wiem. Ale co mnie to teraz obchodzi. Teraz jest Lenny Valentino w głośnikach i pisze do swojego pseudo-pamiętnika. Nie napisze niestety, że spotkało mnie coś wyjątkowego, nadzwyczajnego, wartego chociażby chwili rozważania. Jeżeli czytasz to pozwole i Tobie zatopić się w muzyce, zewnętrznie oczyścić z problemów. Wyłącz światła, zamknij wszelkie strony, okna, bo będą przeszkadzać.

Lenny Valentino – Uwaga jedzie tramwaj

Uwaga jedzie tramwaj…
Gdy jedzie ziemia się trzęsie…
Trzęsie się cały mój świat…

W ciszy. Kontempluje. Wieczór skłania do zastonowienia się. Do kolejnego podsumowania. Nic nie przychodzi mi do głowy, co jest prawdopodobnie skutkiem tego, iż dziś nie wydarzyło się nic. Nic zupełnie. Kolejny dzień z serii tych zmarnowanych. Rzucam kartką w kierunku kosza. Nie trafiam.
Wiem. Użalam się. Sam nad sobą. Żałosne. Nie powiem tego. Porozmawiam sam ze sobą. Popatrze w sufit. Nie zmienie świata. Nie naprawie go. Swojego życia też nie.

Lubić czy nie lubić siebie?
Często mam wrażenie, że jestem inteligentny. Ale zastanawiam się czasami, czy nie jest to oparte na tym, że ludzie są coraz głupsi. W zatrważającym tempie przybywa kretynów. Ale może przynajmniej szczęśliwych? Chciałbym być szczęśliwy. Kto by nie chciał? Coraz mniej lubie siebie. Za to i za tamto. Bo wiem, że nic nie potrafie. Bo uwierzyłem w to.

Myslovitz – Gadające głowy 80-06

Ja nie bardzo wiem kim jestem sam
A ja trochę inny niż ten świat
Chciałbym..
Chyba nie chce nic [...]
Są wspomnienia – na marzeniach kurz [...]
Dobrze, że spotkałem tylu ich
Wyjątkowych, zwykłych – tak jak ja
I opowiedzieli mi
Że bez marzeń, pragnień tych
Życie wtedy traci sens

kwiecień 22, 2008 Opublikował/a robertvellopez | Uncategorized | , , , , , , , , , , | Nie ma jeszcze komentarzy

Grymas…

… Pojawia się na mej twarzy, kiedy przełykam piwo, które jest mocne i pełne goryczki. Wspaniale pasuje do tego dnia. Jednego z 365 dni roku. Dnia, który mimo powodu jest tak bezbarwny jak większość innych.
Spoglądam w kalendarz, aby jeszcze raz upewnić się, że to dzisiaj. Rozczarowanie nie musi się malować. Ta mina ciągle szpeci mi buzie. Imieniny obchodzę dziś. Tylko jest jeden problem. Nikt o tym nie pamiętał. Właściwie nie spodziewałem się, żeby ktoś mi składał życzenia. Ale nie mniej byłoby miło. Wystarczyło mi, że ktoś zamieni ze mną przyjazne słowo. Ale nie… Należy gardzić. Bo tak jest bezpiecznie i czujesz się kimś. Kolejny dzień spłynął na niczym. Żadnego znaku poprawy. Agonia dobrego humoru to co mi pozostało.
Tak. Dobry humor towarzyszył mi dwa dni temu. Mogłem zapomnieć o tym kim jestem. Nie obchodziło mnie nic. Czułem niewypowiedzianą rozkosz. Był headbanging, crowd surface i moshing też był. Bo nikt na świecie nie ma takich spodni jak ja!
Pidżama Porno i Kasia Nosowska – Stąpając po niepewnym gruncie

Stąpamy we dwoje po niepewnym gruncie
Choć kto inny śpi przy tobie,
Nie ty mnie rano budzisz
Stąpamy we dwoje po niepewnym gruncie
Czasem nawet jest z tym dobrze
Wstyd o tym głośno mówić
Stąpamy we dwoje po niepewnym gruncie
Kiedy myślę, że cię kocham
Kiedy czuję, że cię chcę
Dawno mamy już za sobą pierwsze kroki w chmurach
Znamy dobrze swoje miejsce, wiemy dobrze gdzie nasz brzeg
Przy nadpalonych mostach
Gdzieś pomiędzy wierszami
Na skrzyżowaniu słów…
Niewypowiedzianych
Gdzieś pomiędzy wierszami
Gdzieś pomiędzy wierszami

Znów wybucha w nas permanentne siódme niebo
Już nie panuję nad zmysłami
Moje oczy są oczami wariata
Kiedy spotykają się z twoimi oczami….

Permanentnie jednak trapi mnie coś. Skończyć szkołe chce wreszcie i zrobić coś. Priorytetem zdać mature. Mam już pierwsze propozycje pracy co sprawia, że jakoś zaczyna rysować się przede mna przyszłość.

Cholera czasami brakuje odwagi…
I want a new mistake, lose is more then hesitate
No niestety nie tym razem.

Rezerwat – Zaopiekuj się mną

Ballada klasyk na zakończenie dla nadania klimatu i wymowy. Aby oddać uczucia.

Bo ja kochać chce. Wiesz co to znaczy?

Życie moje kręci się wokół muzyki. Dlatego też mam swoja ulubioną piosenkę o miłości. Wzrusza mnie ona do łez prawie za każdym razem. Ma to coś w sobie
Pidżama Porno – Nikt tak pięknie nie mówił, że boi się miłości

Tych ranków jak febra,
u okien Twych jak żebrak,
siedziałem za drzewem nieraz”

kwiecień 17, 2008 Opublikował/a robertvellopez | Uncategorized | , , , , , , , , , | Nie ma jeszcze komentarzy

Przeciąg trzaska złudzeniami…

Strachy na lachy – moralne salto

Mocniej wtuli się w koc w czarnej godzinie,
Niepoliczy tych łez zostały w kinie,
Pożegna ją dym ze świec, popiół w kominie,
Z krzyża zszedł w tę noc, nie będzie przy niej.
Ona coraz śmielszą ma chęć…
i w kuchni palnik z gazem

Zaczynam od muzycznego akcentu, aby nadać nastrój temu tekstowi. Tu jest zderzenie. Przyjemnej muzyki z katastroficznym tekstem. Bolesne. Jednak spojrzenie na rozkwitającą wiosenną naturę daje nadzieje. Na lepsze jutro. Na to, że jednak perspektywy wyłonią się zza horyzontu.
Pokochałem swoją gitarę na dobre. Nie mam nauczyciela. Mam zapał, ale brak znajomości technik i robienie wszystkiego metodą DIY, jest zgubne. Nie rozwijam warsztatu zupełnie i stanąłem praktycznie na momencie, który osiągnąłem już jakieś 4 miesiące temu. I nic. Zero postępu. Tyle, że na elektryka się przerzuciłem.
Co mam robić ze swoją przyszłością? Zastanawia mnie to. Od zawsze byłem takim wolnym strzelcem, bez pragnień, marzeń opiewających wille, konta w szwajcarskich bankach. Pieniądze mnie nie zajmowały. Zdarzały mi się myśli, że przydałyby się do rozwijania pasji. Iść na studia? Zrobić sobie rok przerwy? Właściwie to najpierw muszę zdać mature. A to z pewnością nie będzie łatwe.
Nigdy do tej pory nie zdarzało mi się myśleć o założeniu rodziny. Dzisiaj mi się tak zamarzyło.  Czyżby mechanizm skonstruowany przez nature zaczął działać? Czy to tylko chwilowa zachcianka. Jak to się stało? Stałem zaabsorbowany wyrytymi ksywkami na ścianie kościoła. Wtedy to się stało. Podbiegła do mnie maleńka dziewczynka, wpatrywała się i wyciągneła rękę. Ukucnąłem podałem rękę. Położyła malutką rączkę i się przyglądała. Małe dzieci mają urok.
Najdziwniejsze uczucie jakie czułem. Wpatruje się w zdjęcie. Rozmawiam na gadu-gadu. Serce mi szybciej bije.

I chciałbym zaśpiewać kiedyś:
Strachy na lachy – Bóg to jeden wie

[...] Mamy tylko siebie,
wielką mamy moc [...]

kwiecień 13, 2008 Opublikował/a robertvellopez | Uncategorized | , , , , , | Nie ma jeszcze komentarzy

Chłopiec z plasteliny…

Nie trudno jest zrazić się do tego serwisu, kiedy okazuje się, że wszystko co napisałem pozostaje jedynie dla moich oczu. No nic. Jeżeli jakimś sposobem tu trafiłaś/eś, to zapraszam do przeczytania pierwszego tekstu, gdyż jest on komplentarny z tym fragmentem. Niekoniecznie poukładana całość.
Wieczór późny. Właściwie potrzeba spisania swych myśli, to jedyna rzecz która odwodzi mnie od pomysłu położenia się do łóżka. Ale już mógłbym przewidzieć jakby to było.
Kłade się, nie śpie. Nie włączam telewizora. Daje szanse organizmowi, aby odpoczął od natłoku informacji. Aby zatopił się w błogim wirze wspomnień. Zamykam oczy. I tak przewijają się obrazy najbardziej fantastyczne z ostatnich dwóch lat. Bo to właśnie w tych latach rozgrywały się najlepsze momenty mojego życia. Obecnie, bowiem życie funduje mi wytchnienie od wspaniałych chwil. Nie tone w bólu, ale też nie myśle o jutrze. Przygnębia mnie to czasami. Ale nie dziś. Teraz widze jak niose na plecach rower, brnąc przez zaspy; jak wędrowałem niestrudzenie w czasie letniej burzy. Nie dodaje mi to heroizmu. Później dowiedziałem się, że jedynie dla mnie to był wyraz oddania. Bo podobno przez takie zachowania upewniałem tylko w przekonaniu, że zachowuje się jak ciota. Jak widać punkt widzenia, zależy jednak od punktu siedzenia. Ja widze tu diametralne różnice w postrzeganiu. Jednak to nie jest dziś najważniejsze. Dla mnie to było piękne. Było. Nie będzie. Po części to dobrze. Z drugiej jednak strony marzę o tym, żeby ktoś dawał mi to szczęście jeszcze raz. To jednak nadaje sens. Napęd. Wokół tego się skupiają myśli, marzenia.
Lenny Valentino – Zniszczyłaś to, czy zniszczyłem to ja?

[...]Tam, gdzie nie ma Cię,
tam gdzie nie ma…
nic już dla mnie takie dużego znaczenia[...]

Jednak nie leże. Wpatruje się w monitor z dziwnym wyrazem twarzy, odgarniając przy tym włosy opadające na oczy. Z głośników płyną ciche, spokojne, niesamowicie przyjemne dźwięki. Śpiewa dla mnie Artur Rojek. Lenny Valentino i Myslovitz tworzą nastrój. Na zmiane błogości i głębokiego pragnienia bliskości. Dotyku. Jedna ręka spoczywa na drugiej, przytuleni kochankowie bez słów powoli zasypiają.
Gaszę światło. Zastanawiam się jak tego dokonywałem wcześniej. Jak to było, że jednak podobałem się przynajmniej kilku dziewczyną. Przynajmniej przez moment. Gdybym wiedział co było we mnie tak czarującego to byłbym w stanie wykrzesać z siebie tego tyle, że może ta sfera życia zaprzestała by mnie omijać szerokim łukiem. Pragnę…
Jak obiecałem tak zrobiłem. Rzuciłem garść przemyśleń. Ale jeszcze nie rozwinąłem tematu motywów. Bardzo trywialnych. Wyrzucić z siebie to wszystko co na codzień skrywam – to mój cel. Trudno jest wykrzesać w potoku słów uczucia. Nawet ich odwzorować się nie da. Nie ufając. To praktycznie niemożliwe. Dla mnie… takiego jakim jestem. Różnie się przecież diametralnie. Czy ktoś mnie słucha? Widzę potakiwanie, a w oczach niezrozumienie, bądź rozkojarzenie. Brak mi rozmówcy…

Lenny Valentino – Trujące kwiaty

Trujące kwiaty, trujące liście drzew
Trujące róże pną się wokół mnie.
Białe motyle, białe słodkie ćmy
Niewinne bez skrzydeł, niewinne tak jak Ty.
Trujące kwiaty, trujące liście drzew
Anioły bez twarzy, demony wokół mnie…

kwiecień 12, 2008 Opublikował/a robertvellopez | Uncategorized | , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Noc, a nocą, gdy nie śpie…

… Zakładam bloga i pisze.

Najpierw może coś o sobie, później o motywach, przemyśleniach wnioskach.

Mam na imię Robert. Żółtodziub. Świeżo upieczony 18-latek. Dorosły – według prawa, lecz nie przystosowany. Czynniki społeczne miały ogromny wpływ na kształtowanie we mnie podstawowych cech. Pochodzenie: malutka wioska, gdzieś nieopodal kilkunastotysięcznych Koluszek. Introwertyk. Indywidualista. Dobrze wychowany. Skryty. Cierpiący na wydawałoby się nieuleczalny gawiedziowstręt. Romantyk. Przedkładający miłość, nad nieskrępowanym, wolnym seksem. Poszukujący. Z uczuciem niespełnienia. Człowiek płytkiej wiary i niskiej samooceny. To kilka wybranych cech, które określają mnie jako człowieka. A istotą człowieczeństwa jak sądze jest dążenie do samopoznania, podróży w głąb siebie. Pozostaje jednak jedynie jednym z trybików w maszynie nazywanej społeczeństwem. Wobec tego, w świetle tej niezaprzeczalnej prawdy, czy mogę sam siebie określać? Nie nie takim bowiem jestem, jak mi się wydaje. To opinie innych budują prawdziwy obraz człowieka. Znam ich kilka i wiem, że jedynie z ust mych przyjaciół mogę usłyszeć rzetelne zdanie. Oprócz pochlebstw i superlatyw, mogę poznać swoje wady. Jeśli to czytacie wiedzcie jak bardzo cenie szczerość. Wracając jednak do meritum. Pretenduje do miana gitarzysty-amatora. Muzyka uskrzydla mi i dodaje otuchy. Towarzyszy na codzień. Dobieram ją w zależności od nastroju. Trudno określić to mianem zjawiska, bądź czegoś wyjątkowego, gdyż jak zauważyłem wiele młodych osób tak deklaruje. Pomijam i pozostawiam do Waszej oceny jednak fakt, iż część z nich mianem muzyki określa rozmaite nurty techno. Nałogów i wyższych ambicji nie posiadam. Podobnie jak siły przebicia, dlatego wiem, że nic wzniosłego zrobić nie zdołam. Skazany na porażke. Moment w którym prawie na amen ugaszono mój zapał zapamiętam na długo, jeżeli nie do końca życia. Był to moment w którym zawzięcie próbowałem wycisnąć z mojej gitary siódme poty i w pewnym momencie mój tato stwierdził: “w naszej rodzinie przynajmniej od stu lat nie było nikogo dobrze grającego na jakimkolwiek instrumencie, więc nie myśl, że Ty będziesz”. Zdanie, które podcina skrzydła. Czy w takim razie skazany jestem na przeznaczenie? Czy jednak mogę dowolnie kierować moim życiem? Poza tym nie mam daru do przechodzenia gładko w temacie. Wybaczcie mi takie nieuporządkowanie i długie dygresje. Nie zamierzane, ale mam tyle do powiedzenia. Skoro nie ma komu się wyżalić, wypłakać w rękaw, należy przepymślenia swe przelać na papier, a bardziej dosłownie wyżyć się na klawiaturze. Posiada to właściwości kojące, a jest bez recepty. Cechy szczególne? Długie włosy. Dopóki nie zapuściłem ich nie sądziłem, że są one tak potępiane wśród społeczeństwa. Wiele razy słyszałem już słowa dezaprobaty, bądź nawet obelgi ze strony ludzi. Także wśród grupy wydawałoby się oczytanych nauczycieli znaleźli się prymitywni szydercy. Urodziłem się w odpowiednim roku. Po obaleniu rządów komunistycznych, przed pokoleniem neostrady. Choć nieukrywam fanem Internetu jestem wielkim. Głównie portalu społecznościowego Fotka.pl, ostatnimi czasy jednak coraz mniej, gdyż odsetek ludzi interesujących jest tak znikomy, że poszukiwania są zazwyczaj z góry skazane na niepowodzenie. Przypomina to szukanie igły w stogu siana. Pozostawanie anonimowym dodaje pewności siebie. Której z pewnością mi brakuje w kontaktach vis-a-vis. Niestety.

Wbrew pozorą to jedynie skrawek. Urywek. Ociupinka ( :) ) Jednak zdrowy rozsądek, ogranicza wylewność. Po cichu licząc na to, że ktoś doceni mój wkład i przeczyta to.

Wobec tego motywy pozostawie na jutro.

Żegnam.

It’s a nice day to start again,
It’s a nice day for a white wedding
[...]
I’ve been away for so long
I let you go for so long…

fragment
Billy Idol – White Wedding

kwiecień 11, 2008 Opublikował/a robertvellopez | Uncategorized | , , , , , , , | 2 komentarzy