Bo klątwą “to” i przekleństwem bywa

“W chorych rozmowach oczy patrzą, gdzie indziej patrzą tylko, gdzie by się schować…”

Chłopiec z plasteliny…

Nie trudno jest zrazić się do tego serwisu, kiedy okazuje się, że wszystko co napisałem pozostaje jedynie dla moich oczu. No nic. Jeżeli jakimś sposobem tu trafiłaś/eś, to zapraszam do przeczytania pierwszego tekstu, gdyż jest on komplentarny z tym fragmentem. Niekoniecznie poukładana całość.
Wieczór późny. Właściwie potrzeba spisania swych myśli, to jedyna rzecz która odwodzi mnie od pomysłu położenia się do łóżka. Ale już mógłbym przewidzieć jakby to było.
Kłade się, nie śpie. Nie włączam telewizora. Daje szanse organizmowi, aby odpoczął od natłoku informacji. Aby zatopił się w błogim wirze wspomnień. Zamykam oczy. I tak przewijają się obrazy najbardziej fantastyczne z ostatnich dwóch lat. Bo to właśnie w tych latach rozgrywały się najlepsze momenty mojego życia. Obecnie, bowiem życie funduje mi wytchnienie od wspaniałych chwil. Nie tone w bólu, ale też nie myśle o jutrze. Przygnębia mnie to czasami. Ale nie dziś. Teraz widze jak niose na plecach rower, brnąc przez zaspy; jak wędrowałem niestrudzenie w czasie letniej burzy. Nie dodaje mi to heroizmu. Później dowiedziałem się, że jedynie dla mnie to był wyraz oddania. Bo podobno przez takie zachowania upewniałem tylko w przekonaniu, że zachowuje się jak ciota. Jak widać punkt widzenia, zależy jednak od punktu siedzenia. Ja widze tu diametralne różnice w postrzeganiu. Jednak to nie jest dziś najważniejsze. Dla mnie to było piękne. Było. Nie będzie. Po części to dobrze. Z drugiej jednak strony marzę o tym, żeby ktoś dawał mi to szczęście jeszcze raz. To jednak nadaje sens. Napęd. Wokół tego się skupiają myśli, marzenia.
Lenny Valentino – Zniszczyłaś to, czy zniszczyłem to ja?

[...]Tam, gdzie nie ma Cię,
tam gdzie nie ma…
nic już dla mnie takie dużego znaczenia[...]

Jednak nie leże. Wpatruje się w monitor z dziwnym wyrazem twarzy, odgarniając przy tym włosy opadające na oczy. Z głośników płyną ciche, spokojne, niesamowicie przyjemne dźwięki. Śpiewa dla mnie Artur Rojek. Lenny Valentino i Myslovitz tworzą nastrój. Na zmiane błogości i głębokiego pragnienia bliskości. Dotyku. Jedna ręka spoczywa na drugiej, przytuleni kochankowie bez słów powoli zasypiają.
Gaszę światło. Zastanawiam się jak tego dokonywałem wcześniej. Jak to było, że jednak podobałem się przynajmniej kilku dziewczyną. Przynajmniej przez moment. Gdybym wiedział co było we mnie tak czarującego to byłbym w stanie wykrzesać z siebie tego tyle, że może ta sfera życia zaprzestała by mnie omijać szerokim łukiem. Pragnę…
Jak obiecałem tak zrobiłem. Rzuciłem garść przemyśleń. Ale jeszcze nie rozwinąłem tematu motywów. Bardzo trywialnych. Wyrzucić z siebie to wszystko co na codzień skrywam – to mój cel. Trudno jest wykrzesać w potoku słów uczucia. Nawet ich odwzorować się nie da. Nie ufając. To praktycznie niemożliwe. Dla mnie… takiego jakim jestem. Różnie się przecież diametralnie. Czy ktoś mnie słucha? Widzę potakiwanie, a w oczach niezrozumienie, bądź rozkojarzenie. Brak mi rozmówcy…

Lenny Valentino – Trujące kwiaty

Trujące kwiaty, trujące liście drzew
Trujące róże pną się wokół mnie.
Białe motyle, białe słodkie ćmy
Niewinne bez skrzydeł, niewinne tak jak Ty.
Trujące kwiaty, trujące liście drzew
Anioły bez twarzy, demony wokół mnie…

kwiecień 12, 2008 - Opublikował/a robertvellopez | Uncategorized | , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

1 komentarz »

  1. Daje do myslenia…czyli cos dla mnie bo mi sie zdarza za duzo myslec:p Z przyjemnoscia bede tu zagladac i czytac nastepne notki:)

    Buziaki:*:)

    Comment - autor: Rascal | kwiecień 13, 2008


Dodaj komentarz