Bo klątwą “to” i przekleństwem bywa

“W chorych rozmowach oczy patrzą, gdzie indziej patrzą tylko, gdzie by się schować…”

Noc, a nocą, gdy nie śpie…

… Zakładam bloga i pisze.

Najpierw może coś o sobie, później o motywach, przemyśleniach wnioskach.

Mam na imię Robert. Żółtodziub. Świeżo upieczony 18-latek. Dorosły – według prawa, lecz nie przystosowany. Czynniki społeczne miały ogromny wpływ na kształtowanie we mnie podstawowych cech. Pochodzenie: malutka wioska, gdzieś nieopodal kilkunastotysięcznych Koluszek. Introwertyk. Indywidualista. Dobrze wychowany. Skryty. Cierpiący na wydawałoby się nieuleczalny gawiedziowstręt. Romantyk. Przedkładający miłość, nad nieskrępowanym, wolnym seksem. Poszukujący. Z uczuciem niespełnienia. Człowiek płytkiej wiary i niskiej samooceny. To kilka wybranych cech, które określają mnie jako człowieka. A istotą człowieczeństwa jak sądze jest dążenie do samopoznania, podróży w głąb siebie. Pozostaje jednak jedynie jednym z trybików w maszynie nazywanej społeczeństwem. Wobec tego, w świetle tej niezaprzeczalnej prawdy, czy mogę sam siebie określać? Nie nie takim bowiem jestem, jak mi się wydaje. To opinie innych budują prawdziwy obraz człowieka. Znam ich kilka i wiem, że jedynie z ust mych przyjaciół mogę usłyszeć rzetelne zdanie. Oprócz pochlebstw i superlatyw, mogę poznać swoje wady. Jeśli to czytacie wiedzcie jak bardzo cenie szczerość. Wracając jednak do meritum. Pretenduje do miana gitarzysty-amatora. Muzyka uskrzydla mi i dodaje otuchy. Towarzyszy na codzień. Dobieram ją w zależności od nastroju. Trudno określić to mianem zjawiska, bądź czegoś wyjątkowego, gdyż jak zauważyłem wiele młodych osób tak deklaruje. Pomijam i pozostawiam do Waszej oceny jednak fakt, iż część z nich mianem muzyki określa rozmaite nurty techno. Nałogów i wyższych ambicji nie posiadam. Podobnie jak siły przebicia, dlatego wiem, że nic wzniosłego zrobić nie zdołam. Skazany na porażke. Moment w którym prawie na amen ugaszono mój zapał zapamiętam na długo, jeżeli nie do końca życia. Był to moment w którym zawzięcie próbowałem wycisnąć z mojej gitary siódme poty i w pewnym momencie mój tato stwierdził: “w naszej rodzinie przynajmniej od stu lat nie było nikogo dobrze grającego na jakimkolwiek instrumencie, więc nie myśl, że Ty będziesz”. Zdanie, które podcina skrzydła. Czy w takim razie skazany jestem na przeznaczenie? Czy jednak mogę dowolnie kierować moim życiem? Poza tym nie mam daru do przechodzenia gładko w temacie. Wybaczcie mi takie nieuporządkowanie i długie dygresje. Nie zamierzane, ale mam tyle do powiedzenia. Skoro nie ma komu się wyżalić, wypłakać w rękaw, należy przepymślenia swe przelać na papier, a bardziej dosłownie wyżyć się na klawiaturze. Posiada to właściwości kojące, a jest bez recepty. Cechy szczególne? Długie włosy. Dopóki nie zapuściłem ich nie sądziłem, że są one tak potępiane wśród społeczeństwa. Wiele razy słyszałem już słowa dezaprobaty, bądź nawet obelgi ze strony ludzi. Także wśród grupy wydawałoby się oczytanych nauczycieli znaleźli się prymitywni szydercy. Urodziłem się w odpowiednim roku. Po obaleniu rządów komunistycznych, przed pokoleniem neostrady. Choć nieukrywam fanem Internetu jestem wielkim. Głównie portalu społecznościowego Fotka.pl, ostatnimi czasy jednak coraz mniej, gdyż odsetek ludzi interesujących jest tak znikomy, że poszukiwania są zazwyczaj z góry skazane na niepowodzenie. Przypomina to szukanie igły w stogu siana. Pozostawanie anonimowym dodaje pewności siebie. Której z pewnością mi brakuje w kontaktach vis-a-vis. Niestety.

Wbrew pozorą to jedynie skrawek. Urywek. Ociupinka ( :) ) Jednak zdrowy rozsądek, ogranicza wylewność. Po cichu licząc na to, że ktoś doceni mój wkład i przeczyta to.

Wobec tego motywy pozostawie na jutro.

Żegnam.

It’s a nice day to start again,
It’s a nice day for a white wedding
[...]
I’ve been away for so long
I let you go for so long…

fragment
Billy Idol – White Wedding

kwiecień 11, 2008 - Opublikował/a robertvellopez | Uncategorized | , , , , , , , | 2 komentarzy

2 komentarzy »

  1. Hej,
    przeczytałam tę notkę z lekkim rozbawieniem, które przerodziło się w smutek niestety. Mam wrażenie, że chcesz sobie popsuć życie na siłę i zwalić odpowiedzialność za nie na kogoś innego. Czy już zawsze będziesz siedział i nic nie robił, bo wyjdziesz z założenia, że i tak nic nie wychodzi? To może usiądź i płacz, albo gap się w sufit! Chłopie, to że ktoś Ci powiedział, że nigdy nie będziesz grać przyjmij do wiadomości, ale nie bierz zbytnio do serca i nie ustawiaj sobie całego życia pod to.
    Bo mam wrażenie [popraw mnie, jeśli się mylę], że za każdą swoją porażkę winisz a to Ojca a to własną nieumiejętność. A może po prostu bardziej się postaraj, uśmiechnij się do ludzi i ciesz się życiem!
    Trochę ambicji, trochę siły i zaangażowania!!
    Gosia

    komentarz - autor: Gosia | czerwiec 18, 2008

  2. Punkt widzenia często zależy od punktu siedzenia. Niewątpie, że może być to zabawne, a nawet śmieszne. Za każdą porażke oczywiście winie siebie, jednak nie moge znaleźć przyczyny. Zresztą więcej o tym w notce, którą sklece dzisiaj….

    komentarz - autor: robertvellopez | czerwiec 18, 2008


Dodaj komentarz