Bo klątwą “to” i przekleństwem bywa

“W chorych rozmowach oczy patrzą, gdzie indziej patrzą tylko, gdzie by się schować…”

Tak jakby nic, nakrywasz obrusem stół

Tydzień niebytu na blogu. Dałem sobie dłuższą chwilę na zebranie myśli. W piątek zakończyłem edukację na poziomie średnim. Wraz ze znajomymi ze szkolnej ławy hucznie to uczciliśmy. Nasuwa mi się pytanie – czy ja nie zrobiłem tego nazbyt hucznie. Tak, tak. Powrót był dziwaczny i niewiedziałem co się działo, ale nawet mi nie wstyd. Poprostu podtrzymałem chorą tradycję tego kraju zalewania się w trupa. Niewiem. Może chciałem wszystkim coś udowodnić? Coś czego sam nie potrafie określić. Jednak analizując wnikliwie podejrzewam, że tkwi we mnie głębokie, niezaspokojone pragnienie akceptacji wśród grupy.

Jak zwykle wieczorami nie mam co robić. Taki jakiś nawyk we mnie pozostał. Jeszcze z tych czasów, gdy te długie, bezkresne wieczory nie były nudne. Przepełnione słodyczą. Gwiazdy się do mnie uśmiechały, a granatowe niebo wydawało się przyjaźniejsze. Od tak. Teraz pozostała mi muzyka. Posłuchajcie ze mną i dziś:

A perfect circle – blue

“Close my eyes just to look at you
Taken by the seamless vision
And I close my eyes
Ignore the smoke
Ignore the smoke
Ignore the smoke

Call it aftermath
She’s turning blue
Such a lovely color for you
Call it aftermath
She’s turning blue
While I just sit and stare at you

Nie uwierzycie… Zamykam oczy i faktycznie widze…

Teraz próbuje skupić się na przygotowaniach do egzaminu maturalnego. Egzaminu dojrzałości. Mam szczerą nadzieję, że uda mi się zdać. Później miałbym czas na odpoczynek. Na zajęcie się tym co sprawia mi radość, polepszaniu umiejętności, nabieraniu wprawy. Posłuchajcie tylko:

Korozja – Ostatni dzień

Szukajcie czasu, nie mnie,
Jestem tylko jego częścią
Jakby to był ostatni dzień…
Szukajcie wolności, nie mnie,
Jestem tylko jej częścią,
Jakby to był ostatni dzień…
Jakbym umiał odpowiedzieć
na echo Twych słów…
Szukajcie następnego dnia, nie mnie,
Lecz pozwólcie mi być jego częścią,
Jakbym mógł znieść… Twoją nienawiść,
Jakbym… Mógł ją znieść,
Chce odnaleźć siebie…
Choć nie jestem siebie częścią,
Jakby to był ostatni dzień…
Jakbym wiedział, że nie ma dla nas żadnych szans…

Pozostawiam Was z tym na dzisiaj. Po odwiedzinach licznych myśle, że jednak ktoś to czasami czyta. Mam nadzieje, że to miła lektura. Pozdrawiam

kwiecień 29, 2008 Opublikował/a robertvellopez | Uncategorized | , , , , , , | Nie ma jeszcze komentarzy

Uwaga… To miłość… Uwaga… To nienawiść…

Ekstremalnie późno jak na moje zmęczone oczy, ręce opadają. Powoli klimat staje się psychodeliczny, odrobine ponury. Nie nadaje się do niczego. Tyle wiem. Ale co mnie to teraz obchodzi. Teraz jest Lenny Valentino w głośnikach i pisze do swojego pseudo-pamiętnika. Nie napisze niestety, że spotkało mnie coś wyjątkowego, nadzwyczajnego, wartego chociażby chwili rozważania. Jeżeli czytasz to pozwole i Tobie zatopić się w muzyce, zewnętrznie oczyścić z problemów. Wyłącz światła, zamknij wszelkie strony, okna, bo będą przeszkadzać.

Lenny Valentino – Uwaga jedzie tramwaj

Uwaga jedzie tramwaj…
Gdy jedzie ziemia się trzęsie…
Trzęsie się cały mój świat…

W ciszy. Kontempluje. Wieczór skłania do zastonowienia się. Do kolejnego podsumowania. Nic nie przychodzi mi do głowy, co jest prawdopodobnie skutkiem tego, iż dziś nie wydarzyło się nic. Nic zupełnie. Kolejny dzień z serii tych zmarnowanych. Rzucam kartką w kierunku kosza. Nie trafiam.
Wiem. Użalam się. Sam nad sobą. Żałosne. Nie powiem tego. Porozmawiam sam ze sobą. Popatrze w sufit. Nie zmienie świata. Nie naprawie go. Swojego życia też nie.

Lubić czy nie lubić siebie?
Często mam wrażenie, że jestem inteligentny. Ale zastanawiam się czasami, czy nie jest to oparte na tym, że ludzie są coraz głupsi. W zatrważającym tempie przybywa kretynów. Ale może przynajmniej szczęśliwych? Chciałbym być szczęśliwy. Kto by nie chciał? Coraz mniej lubie siebie. Za to i za tamto. Bo wiem, że nic nie potrafie. Bo uwierzyłem w to.

Myslovitz – Gadające głowy 80-06

Ja nie bardzo wiem kim jestem sam
A ja trochę inny niż ten świat
Chciałbym..
Chyba nie chce nic [...]
Są wspomnienia – na marzeniach kurz [...]
Dobrze, że spotkałem tylu ich
Wyjątkowych, zwykłych – tak jak ja
I opowiedzieli mi
Że bez marzeń, pragnień tych
Życie wtedy traci sens

kwiecień 22, 2008 Opublikował/a robertvellopez | Uncategorized | , , , , , , , , , , | Nie ma jeszcze komentarzy

Grymas…

… Pojawia się na mej twarzy, kiedy przełykam piwo, które jest mocne i pełne goryczki. Wspaniale pasuje do tego dnia. Jednego z 365 dni roku. Dnia, który mimo powodu jest tak bezbarwny jak większość innych.
Spoglądam w kalendarz, aby jeszcze raz upewnić się, że to dzisiaj. Rozczarowanie nie musi się malować. Ta mina ciągle szpeci mi buzie. Imieniny obchodzę dziś. Tylko jest jeden problem. Nikt o tym nie pamiętał. Właściwie nie spodziewałem się, żeby ktoś mi składał życzenia. Ale nie mniej byłoby miło. Wystarczyło mi, że ktoś zamieni ze mną przyjazne słowo. Ale nie… Należy gardzić. Bo tak jest bezpiecznie i czujesz się kimś. Kolejny dzień spłynął na niczym. Żadnego znaku poprawy. Agonia dobrego humoru to co mi pozostało.
Tak. Dobry humor towarzyszył mi dwa dni temu. Mogłem zapomnieć o tym kim jestem. Nie obchodziło mnie nic. Czułem niewypowiedzianą rozkosz. Był headbanging, crowd surface i moshing też był. Bo nikt na świecie nie ma takich spodni jak ja!
Pidżama Porno i Kasia Nosowska – Stąpając po niepewnym gruncie

Stąpamy we dwoje po niepewnym gruncie
Choć kto inny śpi przy tobie,
Nie ty mnie rano budzisz
Stąpamy we dwoje po niepewnym gruncie
Czasem nawet jest z tym dobrze
Wstyd o tym głośno mówić
Stąpamy we dwoje po niepewnym gruncie
Kiedy myślę, że cię kocham
Kiedy czuję, że cię chcę
Dawno mamy już za sobą pierwsze kroki w chmurach
Znamy dobrze swoje miejsce, wiemy dobrze gdzie nasz brzeg
Przy nadpalonych mostach
Gdzieś pomiędzy wierszami
Na skrzyżowaniu słów…
Niewypowiedzianych
Gdzieś pomiędzy wierszami
Gdzieś pomiędzy wierszami

Znów wybucha w nas permanentne siódme niebo
Już nie panuję nad zmysłami
Moje oczy są oczami wariata
Kiedy spotykają się z twoimi oczami….

Permanentnie jednak trapi mnie coś. Skończyć szkołe chce wreszcie i zrobić coś. Priorytetem zdać mature. Mam już pierwsze propozycje pracy co sprawia, że jakoś zaczyna rysować się przede mna przyszłość.

Cholera czasami brakuje odwagi…
I want a new mistake, lose is more then hesitate
No niestety nie tym razem.

Rezerwat – Zaopiekuj się mną

Ballada klasyk na zakończenie dla nadania klimatu i wymowy. Aby oddać uczucia.

Bo ja kochać chce. Wiesz co to znaczy?

Życie moje kręci się wokół muzyki. Dlatego też mam swoja ulubioną piosenkę o miłości. Wzrusza mnie ona do łez prawie za każdym razem. Ma to coś w sobie
Pidżama Porno – Nikt tak pięknie nie mówił, że boi się miłości

Tych ranków jak febra,
u okien Twych jak żebrak,
siedziałem za drzewem nieraz”

kwiecień 17, 2008 Opublikował/a robertvellopez | Uncategorized | , , , , , , , , , | Nie ma jeszcze komentarzy

Przeciąg trzaska złudzeniami…

Strachy na lachy – moralne salto

Mocniej wtuli się w koc w czarnej godzinie,
Niepoliczy tych łez zostały w kinie,
Pożegna ją dym ze świec, popiół w kominie,
Z krzyża zszedł w tę noc, nie będzie przy niej.
Ona coraz śmielszą ma chęć…
i w kuchni palnik z gazem

Zaczynam od muzycznego akcentu, aby nadać nastrój temu tekstowi. Tu jest zderzenie. Przyjemnej muzyki z katastroficznym tekstem. Bolesne. Jednak spojrzenie na rozkwitającą wiosenną naturę daje nadzieje. Na lepsze jutro. Na to, że jednak perspektywy wyłonią się zza horyzontu.
Pokochałem swoją gitarę na dobre. Nie mam nauczyciela. Mam zapał, ale brak znajomości technik i robienie wszystkiego metodą DIY, jest zgubne. Nie rozwijam warsztatu zupełnie i stanąłem praktycznie na momencie, który osiągnąłem już jakieś 4 miesiące temu. I nic. Zero postępu. Tyle, że na elektryka się przerzuciłem.
Co mam robić ze swoją przyszłością? Zastanawia mnie to. Od zawsze byłem takim wolnym strzelcem, bez pragnień, marzeń opiewających wille, konta w szwajcarskich bankach. Pieniądze mnie nie zajmowały. Zdarzały mi się myśli, że przydałyby się do rozwijania pasji. Iść na studia? Zrobić sobie rok przerwy? Właściwie to najpierw muszę zdać mature. A to z pewnością nie będzie łatwe.
Nigdy do tej pory nie zdarzało mi się myśleć o założeniu rodziny. Dzisiaj mi się tak zamarzyło.  Czyżby mechanizm skonstruowany przez nature zaczął działać? Czy to tylko chwilowa zachcianka. Jak to się stało? Stałem zaabsorbowany wyrytymi ksywkami na ścianie kościoła. Wtedy to się stało. Podbiegła do mnie maleńka dziewczynka, wpatrywała się i wyciągneła rękę. Ukucnąłem podałem rękę. Położyła malutką rączkę i się przyglądała. Małe dzieci mają urok.
Najdziwniejsze uczucie jakie czułem. Wpatruje się w zdjęcie. Rozmawiam na gadu-gadu. Serce mi szybciej bije.

I chciałbym zaśpiewać kiedyś:
Strachy na lachy – Bóg to jeden wie

[...] Mamy tylko siebie,
wielką mamy moc [...]

kwiecień 13, 2008 Opublikował/a robertvellopez | Uncategorized | , , , , , | Nie ma jeszcze komentarzy

Chłopiec z plasteliny…

Nie trudno jest zrazić się do tego serwisu, kiedy okazuje się, że wszystko co napisałem pozostaje jedynie dla moich oczu. No nic. Jeżeli jakimś sposobem tu trafiłaś/eś, to zapraszam do przeczytania pierwszego tekstu, gdyż jest on komplentarny z tym fragmentem. Niekoniecznie poukładana całość.
Wieczór późny. Właściwie potrzeba spisania swych myśli, to jedyna rzecz która odwodzi mnie od pomysłu położenia się do łóżka. Ale już mógłbym przewidzieć jakby to było.
Kłade się, nie śpie. Nie włączam telewizora. Daje szanse organizmowi, aby odpoczął od natłoku informacji. Aby zatopił się w błogim wirze wspomnień. Zamykam oczy. I tak przewijają się obrazy najbardziej fantastyczne z ostatnich dwóch lat. Bo to właśnie w tych latach rozgrywały się najlepsze momenty mojego życia. Obecnie, bowiem życie funduje mi wytchnienie od wspaniałych chwil. Nie tone w bólu, ale też nie myśle o jutrze. Przygnębia mnie to czasami. Ale nie dziś. Teraz widze jak niose na plecach rower, brnąc przez zaspy; jak wędrowałem niestrudzenie w czasie letniej burzy. Nie dodaje mi to heroizmu. Później dowiedziałem się, że jedynie dla mnie to był wyraz oddania. Bo podobno przez takie zachowania upewniałem tylko w przekonaniu, że zachowuje się jak ciota. Jak widać punkt widzenia, zależy jednak od punktu siedzenia. Ja widze tu diametralne różnice w postrzeganiu. Jednak to nie jest dziś najważniejsze. Dla mnie to było piękne. Było. Nie będzie. Po części to dobrze. Z drugiej jednak strony marzę o tym, żeby ktoś dawał mi to szczęście jeszcze raz. To jednak nadaje sens. Napęd. Wokół tego się skupiają myśli, marzenia.
Lenny Valentino – Zniszczyłaś to, czy zniszczyłem to ja?

[...]Tam, gdzie nie ma Cię,
tam gdzie nie ma…
nic już dla mnie takie dużego znaczenia[...]

Jednak nie leże. Wpatruje się w monitor z dziwnym wyrazem twarzy, odgarniając przy tym włosy opadające na oczy. Z głośników płyną ciche, spokojne, niesamowicie przyjemne dźwięki. Śpiewa dla mnie Artur Rojek. Lenny Valentino i Myslovitz tworzą nastrój. Na zmiane błogości i głębokiego pragnienia bliskości. Dotyku. Jedna ręka spoczywa na drugiej, przytuleni kochankowie bez słów powoli zasypiają.
Gaszę światło. Zastanawiam się jak tego dokonywałem wcześniej. Jak to było, że jednak podobałem się przynajmniej kilku dziewczyną. Przynajmniej przez moment. Gdybym wiedział co było we mnie tak czarującego to byłbym w stanie wykrzesać z siebie tego tyle, że może ta sfera życia zaprzestała by mnie omijać szerokim łukiem. Pragnę…
Jak obiecałem tak zrobiłem. Rzuciłem garść przemyśleń. Ale jeszcze nie rozwinąłem tematu motywów. Bardzo trywialnych. Wyrzucić z siebie to wszystko co na codzień skrywam – to mój cel. Trudno jest wykrzesać w potoku słów uczucia. Nawet ich odwzorować się nie da. Nie ufając. To praktycznie niemożliwe. Dla mnie… takiego jakim jestem. Różnie się przecież diametralnie. Czy ktoś mnie słucha? Widzę potakiwanie, a w oczach niezrozumienie, bądź rozkojarzenie. Brak mi rozmówcy…

Lenny Valentino – Trujące kwiaty

Trujące kwiaty, trujące liście drzew
Trujące róże pną się wokół mnie.
Białe motyle, białe słodkie ćmy
Niewinne bez skrzydeł, niewinne tak jak Ty.
Trujące kwiaty, trujące liście drzew
Anioły bez twarzy, demony wokół mnie…

kwiecień 12, 2008 Opublikował/a robertvellopez | Uncategorized | , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Noc, a nocą, gdy nie śpie…

… Zakładam bloga i pisze.

Najpierw może coś o sobie, później o motywach, przemyśleniach wnioskach.

Mam na imię Robert. Żółtodziub. Świeżo upieczony 18-latek. Dorosły – według prawa, lecz nie przystosowany. Czynniki społeczne miały ogromny wpływ na kształtowanie we mnie podstawowych cech. Pochodzenie: malutka wioska, gdzieś nieopodal kilkunastotysięcznych Koluszek. Introwertyk. Indywidualista. Dobrze wychowany. Skryty. Cierpiący na wydawałoby się nieuleczalny gawiedziowstręt. Romantyk. Przedkładający miłość, nad nieskrępowanym, wolnym seksem. Poszukujący. Z uczuciem niespełnienia. Człowiek płytkiej wiary i niskiej samooceny. To kilka wybranych cech, które określają mnie jako człowieka. A istotą człowieczeństwa jak sądze jest dążenie do samopoznania, podróży w głąb siebie. Pozostaje jednak jedynie jednym z trybików w maszynie nazywanej społeczeństwem. Wobec tego, w świetle tej niezaprzeczalnej prawdy, czy mogę sam siebie określać? Nie nie takim bowiem jestem, jak mi się wydaje. To opinie innych budują prawdziwy obraz człowieka. Znam ich kilka i wiem, że jedynie z ust mych przyjaciół mogę usłyszeć rzetelne zdanie. Oprócz pochlebstw i superlatyw, mogę poznać swoje wady. Jeśli to czytacie wiedzcie jak bardzo cenie szczerość. Wracając jednak do meritum. Pretenduje do miana gitarzysty-amatora. Muzyka uskrzydla mi i dodaje otuchy. Towarzyszy na codzień. Dobieram ją w zależności od nastroju. Trudno określić to mianem zjawiska, bądź czegoś wyjątkowego, gdyż jak zauważyłem wiele młodych osób tak deklaruje. Pomijam i pozostawiam do Waszej oceny jednak fakt, iż część z nich mianem muzyki określa rozmaite nurty techno. Nałogów i wyższych ambicji nie posiadam. Podobnie jak siły przebicia, dlatego wiem, że nic wzniosłego zrobić nie zdołam. Skazany na porażke. Moment w którym prawie na amen ugaszono mój zapał zapamiętam na długo, jeżeli nie do końca życia. Był to moment w którym zawzięcie próbowałem wycisnąć z mojej gitary siódme poty i w pewnym momencie mój tato stwierdził: “w naszej rodzinie przynajmniej od stu lat nie było nikogo dobrze grającego na jakimkolwiek instrumencie, więc nie myśl, że Ty będziesz”. Zdanie, które podcina skrzydła. Czy w takim razie skazany jestem na przeznaczenie? Czy jednak mogę dowolnie kierować moim życiem? Poza tym nie mam daru do przechodzenia gładko w temacie. Wybaczcie mi takie nieuporządkowanie i długie dygresje. Nie zamierzane, ale mam tyle do powiedzenia. Skoro nie ma komu się wyżalić, wypłakać w rękaw, należy przepymślenia swe przelać na papier, a bardziej dosłownie wyżyć się na klawiaturze. Posiada to właściwości kojące, a jest bez recepty. Cechy szczególne? Długie włosy. Dopóki nie zapuściłem ich nie sądziłem, że są one tak potępiane wśród społeczeństwa. Wiele razy słyszałem już słowa dezaprobaty, bądź nawet obelgi ze strony ludzi. Także wśród grupy wydawałoby się oczytanych nauczycieli znaleźli się prymitywni szydercy. Urodziłem się w odpowiednim roku. Po obaleniu rządów komunistycznych, przed pokoleniem neostrady. Choć nieukrywam fanem Internetu jestem wielkim. Głównie portalu społecznościowego Fotka.pl, ostatnimi czasy jednak coraz mniej, gdyż odsetek ludzi interesujących jest tak znikomy, że poszukiwania są zazwyczaj z góry skazane na niepowodzenie. Przypomina to szukanie igły w stogu siana. Pozostawanie anonimowym dodaje pewności siebie. Której z pewnością mi brakuje w kontaktach vis-a-vis. Niestety.

Wbrew pozorą to jedynie skrawek. Urywek. Ociupinka ( :) ) Jednak zdrowy rozsądek, ogranicza wylewność. Po cichu licząc na to, że ktoś doceni mój wkład i przeczyta to.

Wobec tego motywy pozostawie na jutro.

Żegnam.

It’s a nice day to start again,
It’s a nice day for a white wedding
[...]
I’ve been away for so long
I let you go for so long…

fragment
Billy Idol – White Wedding

kwiecień 11, 2008 Opublikował/a robertvellopez | Uncategorized | , , , , , , , | 2 komentarzy